src="http://webfrik.pl/script/widget/share.html?ath=w&title=Podziel%20si%u0119&theme=light">
<< poprzedninastępny >>

Bajki z sukcesem w tle

Następnego ranka zjawił się po niego wujek. Jego
auto było luksusowe i szybkie. Ząbek jeszcze nigdy
nie jechał w tak komfortowych warunkach.
Miękkie fotele, klimatyzacja, a nawet telewizor
tylko dla niego. To była naprawdę przyjemna podróż.
Wujek zagadywał go od czasu do czasu, pytał
o ulubione zajęcia, czym się interesuje i takie
tam. Potem pozwolił mu pooglądać bajkę, a sam
skupił się na prowadzeniu auta. Nie zatrzymywali
się nigdzie, gdyż Ząbek miał ze sobą prowiant,
jaki naszykowała mu mama, a i wujek Sałata zadbał,
aby w podręcznej lodówce nie zabrakło
schłodzonego soku z marchwi. Ząbek nawet nie
Wyjazd
16
Bajki z sukcesem w tle
spostrzegł, kiedy podróż dobiegła końca i dotarli
na miejsce.
Wiejski domek okazał się wielką rezydencją.
Początkowo młodemu króliczkowi wydawało się,
że zrobili sobie przystanek w jakiejś restauracji
stylizowanej na szlachecki dwór lub mały pałac.
Jednak w drzwiach czekała na nich ciocia Koniczynka,
a to oznaczało, że dotarli do celu podróży,
a ów „pałac” to miejsce, w którym spędzi najbliż-
sze dwa miesiące.
Ząbek przywitał się z ciocią, wyściskał ją i przekazał
pozdrowienia od mamy. Potem wraz z nią
wszedł do wielkiego holu. Miejsce to było imponujące.
Króliczkowi trochę przypominało muzeum.
Może dlatego, że było tak przestronne, może z powodu
marmurowych posadzek, a może ze wzglę-
du na wiszące dookoła portrety. Króliki z tych obrazów
były bardzo poważne, dostojne i wszystkie
ubrane w starodawne stroje, a jeden starszy królik
miał na głowie taką śmieszną perukę z lokami –
Ząbek aż parsknął ze śmiechu na jej widok.
– Ciociu? – zagadnął szeptem. – Czy wujek Sa-
łata jest jakimś księciem?
17
Wyjazd
– Nie. A dlaczego pytasz?
– Myślałem, że tylko książęta mieszkają w takich
pałacach jak ten.
Ciocia uśmiechnęła się radośnie, aż jej się uszy
zatrzęsły.
– Mój drogi, to nie jest żaden pałac. To zwykła
willa, skarbie.
Jednak słowa te nie przekonały go. Nadal
myślał, że to pałac i już. No bo czy w zwykłym
domu, a nawet w willi, jak nazwała to ciocia,
znajduje się dwanaście pokoi? „Po co w ogó-
le komuś dwanaście pokoi?” – zastanawiał się
przez chwilę.
Weszli po schodach na pierwsze piętro. Ciocia
otworzyła jedne z drzwi i wprowadziła go do
środka.
– To będzie twój pokój – powiedziała. – Filip
zaraz przyniesie twoje rzeczy. Rozpakuj się i rozgość.
Chciałabym, żebyś czuł się tutaj jak u siebie
w domu.
– A kim jest Filip? – zapytał zaciekawiony.
– Och, to nasz pracownik, który zajmuje się
różnymi pracami w domu.
18
Bajki z sukcesem w tle
I rzeczywiście, dobrze zbudowany królik w sile
wieku wniósł do pokoju walizki Ząbka. Pozostawił
je przy drzwiach wejściowych, a potem szybko
odszedł.
– Za dwie godziny będzie obiad – powiedziała
ciocia. – Jadalnia znajduje się na dole na prawo od
schodów.
To powiedziawszy, ciocia Koniczynka zostawi-
ła go samego. Dopiero teraz mógł przyjrzeć się
pokojowi, jaki mu przydzieliła. Tak naprawdę pomieszczenie
to było większe niż całe mieszkanie,
w którym mieszkał na stałe wraz z mamą i tatą. Po
prawej stronie od drzwi wejściowych znajdowała
się zabudowana wnęka, w której niemal całą przestrzeń
zajmowała wielka szafa. To właśnie do niej
miał wypakować zawartość swoich walizek. Dalej,
w kącie pod ścianą, stało łóżko, lub raczej łoże,
bo króliczek nigdy wcześniej nie widział tak wielkiego
łóżka. Na jego wierzchu spoczywały starannie
ułożone satynowe poduszki i kołdra. Po lewej
stronie stało biurko z krzesłem, a na ścianie wisiał
wielkich rozmiarów ekran telewizora. Dalej znajdowały
się jakieś drzwi. Kiedy do nich podszedł
19
Wyjazd
i otworzył, okazało się, że prowadzą do jego prywatnej
łazienki. „O rany, mam tu łazienkę tylko
dla siebie!” – pomyślał. Na wprost drzwi wejściowych
znajdowało się wielkie okno z przeszklonymi
drzwiami prowadzącymi na balkon. Ząbek
odemknął je i wyszedł na świeże powietrze. Z balkonu
rozciągał się widok na otaczający rezydencję
ogród zaprojektowany niemal w najdrobniejszym
szczególe.
Chwilę przyglądał się skąpanym w promieniach
słońca kolorowym kwiatom, kołysanym delikatnymi
podmuchami wiatru krzewom i ogrodnikowi,
który krzątał się po ogrodzie, przycinając i pielę-
gnując rośliny. „Chyba mi się tu spodoba” – powiedział
sam do siebie, uśmiechając się pod wąsem.
„To miejsce jest jak zaczarowane”. Potem wrócił
do pokoju, położył się na wielkim łożu i chwilę
później zasnął.
Kiedy się obudził, było południe. Zerknął na
zegarek, który nosił na łapce. Była dokładnie dwunasta,
czyli pora obiadu. Spał niemal dwie godziny.
Zerwał się z łóżka, na chwilę wpadł do łazienki,
aby ochlapać sobie buzię i przemyć zaspane oczy,
20
Bajki z sukcesem w tle
a następnie spiesznym krokiem zszedł na dół wposzukiwaniu
jadalni. Nie sposób było jej nie znaleźć.
Była wielka niczym sala balowa. Na samym środku
stał masywny stół, przy którym można by pomie-
ścić kilkadziesiąt osób. Przy stole siedziała jednak
tylko ciocia Koniczynka. Uśmiechnęła się, widząc,
jak wchodzi. Kiedy podszedł bliżej, wskazała mu
miejsce obok siebie.
– Usiądź, proszę. Wujek zaraz do nas dołączy.
I rzeczywiście wkrótce wszedł do jadalni, zajął
miejsce po prawej stronie cioci. W tym samym
momencie otworzyły się drzwi do kuchni i zaczę-
to wnosić półmiski i talerze z jedzeniem. Ząbkowi
zdawało się, jakby był w jakiejś restauracji, gdzie
kelnerzy przynoszą kolejne potrawy i stawiają
klientom pod nos. Był zachwycony. Nie wiedział
dlaczego, ale czuł się znacznie ważniejszy niż kiedykolwiek
wcześniej. Nie chciał tego przyznać, ale
w głębi ducha poczuł się, jakby sam był królem.
– Rozgościłeś się na dobre? – zapytał wujek,
przeżuwając marchewkowy placek.
– Nie miałem zbyt dużo czasu, ale można uznać,
że tak. Pokój, w którym będę mieszkał, jest wspania-
21
Wyjazd
ły! Taki wielki i ma wyjście na balkon. A to łóżko? Po
prostu ogromne. Jeszcze nigdy nie spałem w tak wielkim
łóżku. Mam nadzieję, że się w nim nie zgubię.
– Najwyżej wyślemy ekspedycję poszukiwawczą,
aby cię znalazła – zażartował wujek i uśmiechnął
się promiennie, prezentując swoje dwa lśniąco
białe zęby.
– Wujku? – zaczął króliczek i uciął nagle, zastanawiając
się, czy to, o co chce zapytać, nie będzie
„nie na miejscu”, jednak zagadnięty spoglądał na
niego z wyczekiwaniem, toteż dokończył pytanie.
– A po co wam taki duży dom, skoro mieszkacie
w nim tylko we dwoje?
– To bardzo dobre pytanie, mój drogi – zaczął
wujek, spoglądając łagodnym wzrokiem. – Kiedy
zaczęliśmy jego budowę, mieliśmy nadzieję,
że wkrótce zapełnimy te pokoje naszymi dziećmi.
Chcieliśmy mieć ich co najmniej dziesiątkę. Stąd
dwanaście pokoi, aby każde miało swój własny. –
Starszy królik zerknął na swoją żonę i delikatnym
skinieniem dał jej jakiś znak.
– Potem okazało się, że nie możemy mieć dzieci
– włączyła się do rozmowy ciocia.
22
Bajki z sukcesem w tle
Ząbek dostrzegł smutek w jej oczach i sposobie,
w jaki układały się jej długie, wypielęgnowane
uszy. Postanowił, że nie będzie więcej poruszał
tego tematu, aby nie wprawiać swoich gospodarzy
w złe samopoczucie.
– Dom jest prześliczny! – skwitował na zakoń-
czenie. – A jeszcze piękniejszy jest otaczający go
ogród. Ogrodnik, który go zaprojektował i urzą-
dził musi być świetnym fachowcem.
– Dziękuję za te słowa uznania. – wujek jakby
urósł o dobrych dziesięć centymetrów: wyprostował
plecy, pierś wypiął do przodu, uszy postawił
do góry niczym chart, a w dodatku wydawało się,
jakby zaczął jaśnieć, wręcz błyszczeć.
– To wujek jest tym ogrodnikiem – szepnęła
ciocia. – Jest ze swojego ogrodu niezmiernie dumny.
Sam go zaprojektował, sam posadził każdą ro-
ślinkę i sam o niego dba. To jego oczko w głowie.
– Wujku, a czy oprowadzisz mnie po tym ogrodzie?
– Oczywiście. Z wielką przyjemnością.
Dokończyli posiłek w milczeniu, a po deserze,
na który podano lody, cała trójka udała się
23
Wyjazd
na spacer. Ogród okazał się znacznie większy,
niż się to króliczkowi wydawało, gdy spoglądał
na niego z balkonu. Wujek oprowadzał go wytyczonymi
alejkami, opowiadał o egzotycznych
gatunkach roślin, które na specjalne zamówienie
sprowadzał z różnych zakątków świata, takich jak
Japonia, Chiny, Afryka, a nawet z amazońskiej
dżungli. Były wśród nich bananowce, różnego
rodzaju palmy, rośliny o czerwonych, zielonych,
fioletowych i żółtych liściach. Jedne mieniły się
w słońcu żywą barwą liści, inne kwitły, wabiąc
swym słodkim zapachem miliony bzykających
dookoła pszczół.
W trakcie tego spaceru dotarli do miejsca, które
króliczkowi spodobało się od samego początku.
Był to sporych rozmiarów prywatny basen. Błękitna
woda delikatnie falowała na wietrze.
– Tu będziesz mógł się kąpać, o ile przyjdzie
ci na to ochota – poinformował go wujek. – Je-
śli chcesz, to możesz zacząć nawet zaraz. W szafie
w swoim pokoju znajdziesz kąpielówki oraz komplet
świeżych ręczników. Możesz pływać i chlapać
się do woli. A tam pod ścianą domku dla gości
24
Bajki z sukcesem w tle
znajdziesz leżaki, gdybyś miał ochotę powylegiwać
się na słońcu.
Ząbka nie trzeba było długo namawiać. Od razu
pobiegł do pokoju po strój do pływania i ręcznik.
Resztę dnia spędził w basenie. Wymoczył futro
jak nigdy wcześniej. Pływał, nurkował, bawił się
na dmuchanym materacu, a potem odpoczywał na
leżaku. A kiedy słońce wysuszyło mu futerko, ponownie
wskakiwał do wody.
Jego wodne igraszki przerwała dopiero wiadomość
o kolacji. Wychodząc z wody, poczuł, że
jest głodny niczym wilk i że solidnie burczy mu
w brzuchu.
Na kolację podano marchewki zapiekane w sosie
ze słodkiego ananasa. Jeszcze nigdy nie jadł
równie pysznej potrawy. Trzy razy prosił o dokładkę
i kiedy skończył jeść ostatnią z nich, poczuł, że
jest pełny.
Wieczorem, kiedy był już po prysznicu, z umytymi
dokładnie ząbkami i przebrany w pidżamę
leżał w łóżku, ciocia Koniczynka przyszła do jego
pokoju. W łapkach trzymała sporych rozmiarów
książkę w twardej, kolorowej okładce.
25
Wyjazd
– Czy chciałbyś, abym przeczytała ci coś na dobranoc?
– zapytała swym melodyjnym głosem.
– Tak, ciociu. Chętnie posłucham.
Usiadła na skraju łóżka, otworzyła książkę na
jednej ze stron, zerknęła na leżącą pod kołdrą postać,
a potem zaczęła w skupieniu czytać:
Brzydkie Króliczątko.
Dawno, dawno temu, za siedmioma lasami, za siedmioma
górami…
Bajka, choć nie była długa, bardzo się Ząbkowi
podobała, słuchał jej z wielkim zaciekawieniem.
Zwłaszcza dlatego, że w domu mama nie zawsze
miała czas, aby mu czytać przed spaniem.
Kiedy ciocia skończyła, podeszła do niego,
poprawiła mu poduszkę, a następnie całując go
w czółko, powiedziała:
– Dobranoc, Ząbku.
– Dobranoc, ciociu – odpowiedział zaspanym
głosem.
Nim jednak zasnął, zaczął rozmyślać o wszystkim,
co wydarzyło się tego dnia. Zastanawiał się,
jak to jest, że jedni, tacy jak jego rodzice, mają
skromne mieszkanko, ciężko pracują i nawet nie
Bajki z sukcesem w tle
mają czasu na to, aby zrobić sobie wakacje. Inni
natomiast, jak wujek Sałata, mają wielkie posiadłości,
służbę, wspaniały ogród i prywatny basen,
a oprócz tego nie muszą martwić się brakiem czasu.
Od kiedy dotarł do posiadłości wujostwa, zauważył
kilka zdecydowanych różnic w zachowaniu
swoich rodziców oraz wujka i cioci. Zauważył, że
rodzice ciągle się gdzieś spieszą, nie potrafią usiąść
na miejscu i cieszyć się chwilą. Wujek i ciocia byli
natomiast spokojni i zrelaksowani. Nigdzie im się
nie spieszyło, zdawać by się mogło, że niczym się
nie przejmują.
„W tym musi być jakaś tajemnica. Muszę bardziej
uważnie przyjrzeć się temu, co robią wujek
Sałata i ciocia Koniczynka. Może uda mi się zrozumieć,
co sprawia, że stali się bogaci. Kto wie, może
w przyszłości ja również stanę się taki jak oni? Jeśli
to jest jakaś tajemnica, to postaram się ją odkryć”.


 


 


 


Dlaczego warto mieć pełną wersję? Pełną wersję książki zamówisz na stronie wydawnictwa Złote Myśli http://www.zlotemysli.pl/prod/13 015/tom-2-bajki-z-sukcesem-w-tl e-slawomir-zbikowski.html Dodaj do koszyka

Kategoria: baśnie, baśnie

Zagłosuj na to! 0 osób zagłosowały!
172 wyświetleń.

Zgłoś niedziałający materiał

Komentarze klasyczne

Imię:

e-mail:

Treść:

Strona: 1

Nikt jeszce nie skomentował.

Zobacz podobne

Był sobie ongiś król i królowa, żyli sobie razem w pokoju i mieli dwanaścioro dzieci, a byli to sami chłopcy. Rzekł więc król do swej żony: "Jeśli trzynaste dziecko, które wydasz na świat, będzie dziewczynką, niechaj umrze dwunastka chłopców, aby jej bogactwo było wielkie, a królestwo przypadło tylko jej samej." Kazał zrobić dwanaście trumien, a były one już wypełnione wiórami i w każdym leżała pośmiertna poduszeczka, i kazał je zanieść do zamkniętej izby, potem królowej dał klucz i rozkazał, by nikomu o tym nie mówiła.



Matka siedziała cały dzień i biadała, także najmniejszy syn, który zawsze był przy niej, a któremu nadała biblijne imię Beniamin, rzekł do niej: "Droga matko, czemu jesteś taka smutna?"



"Najdroższe dziecko," odpowiedziała, "nie wolno mi tego tobie powiedzieć." Lecz on nie dawał jej spokoju, aż poszła i tworzyła ową izbę i pokazała dwanaście wypełnionych trocinami trumien." Rzekła potem: "Mój najdroższy Beniaminie, te trumny ojciec kazał zrobić dla ciebie i twoich jedenastu braci, bo jeśli na świat wydam dziewczynkę, wszystkich was zabiją i w nich pogrzebią." A gdy to mówiąc szlochała, pocieszała ją syn i rzekł: "Nie płacz, droga matko, jakoś damy sobie radę, uciekniemy."



Ona jednak rzekła: "Idź z jedenastką swoich braci do lasu, a jeden niech zawsze siada na najwyższym drzewie, jakie znajdziecie, i niech czuwa i patrzy na wierzę w tym zamku. Jeśli urodzę synka, wywieszę białą chorągiew, wtedy będziecie mogli wrócić. Jeśli urodzę córeczkę, wywieszą czerwoną chorągiew, a wtedy uciekajcie, jak szybko umiecie, i niech dobry Bóg was strzeże. Co noc będę wstawać i modlić za wami, zimą, by grzał was ogień, latem, byście nie sczeźli w gorączce."



Pobłogosławiła ich i wyszli w las. Jeden czuwał nad drugim, siedział na najwyższym dębie i patrzył na wieżę. Gdy minęło jedenaście dni i przyszła kolej na Beniamina, ujrzał, że wywieszono chorągiew, ale nie była biała, była czerwona jak krew, niosła wieść, że mają umrzeć. Gdy bracia to usłyszeli, rozgniewali się i rzekli: "Przez jedną dziewczynę mamy cierpieć śmierć! Przysięgamy, że się zemścimy, gdzie tylko spotkamy dziewczynę, popłynie czerwona krew."



Poszli potem głęboko w las, a w samym środku, gdzie było najciemniej, znaleźli mały zaklęty domek, który stał pusty. Rzekli więc: "Tutaj zamieszkamy, a ty, Beniaminie, ty jesteś najmłodszy i najsłabszy, ty zostaniesz w domu i będziesz gospodarzył, my zaś pójdziemy po jedzenie." Ruszyli w las i ustrzelili zajęcy, dzikich saren, ptactwa i gołąbków, a co było do jedzenia, zanieśli Beniaminowi, musiał im to przyrządzić, by mogli zaspokoić głód. W domku tym żyli razem dziesięć lat, a czas im się nie dłużył.



Córeczka, którą powiła ich matka, królowa, podrosła, jej serce było dobre, lico piękne, a na czole miała złotą gwiazdę. Pewnego razu, w czasie wielkiego prania ujrzała dwanaście męskich koszul i zapytała swej matki: "Czyich jest tych dwanaście koszul, na ojca są dużo za małe?" Odpowiedziała więc z ciężkim sercem: "Drogie dziecko, należą do twoich dwunastu braci." A dziewczynka rzekła: "A gdzie jest moich dwunastu braci, nigdy o nich nie słyszałam." Odpowiedziała: "Bóg wie, gdzie są, błądzą gdzieś po świecie." Za rękę wzięła dziewczynkę, otworzyła jej pokój i pokazała na dwanaście trumien wypełnionych trocinami z pośmiertnymi poduszkami. "Te trumny," rzekła "przeznaczony były dla twoich braci, lecz potajemnie uciekli, zanim się urodziłaś," i opowiedziała jej, jak wszystko się wydarzyło. A dziewczynka rzekła: "Droga matko, nie płacz, pójdę i poszukam moich braci."



Wzięła dwanaście koszul i odeszła prosto do wielkiego lasu. Szła cały dzień, a wieczorem doszła do zaklętego domku. Weszła do środka i zastała młodego chłopaka, który zapytał: "Skąd przychodzisz i dokąd idziesz?," i dziwił się, że była tak piękna, nosiła królewskie szaty i miała gwiazdę na czole. Ona zaś odrzekła: "Jestem królewną i szukam moich dwunastu braci, pójdę, dokąd sięga niebieskie niebo, aż ich znajdę." Pokazała mu też dwanaście koszul, które do nich należały. Beniamin ujrzał, że to jego siostra, i rzekł: "Jestem Beniamin, twój najmłodszy brat." I zaczęła płakać z radości i Beniamin też, ucałowali się, tulili jedno do drugiego z wielkiej miłości. Potem rzekł: "Droga siostro, jest jedno "ale," umówiliśmy się, że każda dziewczyna, jaką spotkamy, musi umrzeć, bo przez dziewczynę musieliśmy opuścić nasze królestwo." Ona zaś rzekła: "Chętnie umrę, jeśli tylko mogę wybawić moich dwunastu braci."



"Nie," odpowiedział, "Nie możesz umrzeć, siedź pod tą kadzią, aż przyjdzie jedenastu braci, a wtedy dogadam się z nimi." Tak też zrobiła, a gdy nastała noc, przyszli pozostali z polowania, posiłek już był gotów. Gdy siedzieli przy stole i jedli, zapytali: "Co nowego?" Beniamin odrzekł: "Nie wiecie?"



"Nie," odpowiedzieli. "Ona zaś mówił dalej: "Byliście w lesie, a ja zostałem w domu i wiem więcej od was."



"Więc opowiedz nam," zawołali, a on odpowiedział: "Przyrzekniecie mi, że nie zabijecie pierwszej dziewczyny, jaką spotkacie?"



"Tak, zawołali wszyscy, "niech cieszy się laską, opowiadaj wreszcie." Rzekł więc: "Nasza siostra tu jest," podniósł kadź, a królewna wyszła w swych królewskich szatach ze złotą gwiazdą na czole, a była taka piękna i delikatna. Ucieszyli się wszyscy, uwiesili się u jej szyi, całowali ją i kochali z całego serca.



I tak została z Beniaminem i pomagała mu w pracy. Jedenastka ruszała w las, łowiła dzikiego zwierza, sarny, ptactwo i gołąbki, aby mięli co jeść, a siostra i Beniamin troszczyli się o to, by było wszystko przyrządzone. Szukała drewna do gotowania i ziół do warzyw, stawiała garnki na ogień, a posiłek zawszy był gotów, gdy wracało jedenastu. Dbała też o porządek w domku, łóżeczka ścieliła pięknie biało i czysto, a bracia zawsze byli radzi i żyli z nią w wielkiej jedności.



Pewnego razu oboje przygotowali wspaniałą ucztę, a gdy wszyscy byli razem, usiedli, jedli i pili i byli pełni radości. Za zaklętym domkiem był mały ogródek, stało w nim dwanaście kwiatów lilii, które nazywa się też studentami, chciała sprawić Braciom radość i zerwała dwanaście kwiatów myśląc o tym by je dać każdemu przy jedzeniu. Gdy jednak zerwała kwiaty, w tym samym momencie dwunastu braci zamieniło się w dwunastu kruków i odleciało ponad lasem, dom wraz ogrodem także zniknął. Biedna dziewczyna została sama w dzikim lesie, a gdy się rozejrzała, stała koło niej stara kobieta, która rzekła: "Moje dziecko, coś ty zrobiła? Dlaczego nie pozwoliłaś rosnąć dwunastu kwiatom? To byli twoi bracia, a teraz na zawsze zmienili się w kruki." Dziewczyna rzekła w płaczu: "Nie ma środka by ich wybawić?"



"Nie," rzekła stara, "nie ma takiego na całym świecie, chyba że jeden, tak trudny do spełnienia, że ich w ten sposób nie uwolnisz, bo musisz milczeć przez siedem lat, nie wolno ci mówić ani się śmiać, wypowiesz jedno jedyne słowo, choćby brakło godziny do siedmiu lat, wszystko będzie daremne, a twoich braci zabije owo słowo."



Dziewczynka rzekła w swoim sercu: Jestem pewna, że wybawię swoich braci, i poszła i szukała wysokiego drzewa, usiadła na nim i przędła, nie mówiła i nie śmiała się. Zdarzyło się, że w lesie tym polował król, który miał wielkiego charta, ten zaś podbiegł był do drzewa, na którym siedziała dziewczyna, skakał dookoła warczał i szczekał w górę. Przyszedł tedy król i ujrzał piękną królewnę ze złotą gwiazdą na czole, a tak był zachwycony jej urodą, że zawołał, czy nie zechciałaby zostać jego żoną. Nie odpowiedziała, tylko skinęła nieco głową, Sam wszedł na drzewo i ją zniósł, posadził ją na konia i zawiózł do domu.



Wesele świętowano z wielkim przepychem i radością, lecz pani młoda nie mówiła i nie śmiała się.



Gdy już przeżyli razem parę lat w szczęściu, matka króla, która była złą kobietą, zaczęła zniesławiać młodą królową, i tak rzekła do króla: "To podła żebraczka, przyprowadziłeś ją do domu, kto wie, co za bezbożne sztuki czyni. Nawet jeśli jest niema i nie umie mówić, to mogłaby się śmiać, kto się zaś nie śmieje, ten ma nieczyste sumienie." Król nie chciał zrazu w to wierzyć, ale stara nie ustawała w tym i oskarżała ją o wiele złych rzeczy, także król w końcu dał się przekonać i skazał ją na śmierć.



Rozpalono na podwórcu wielki ogień, w nim miała być spalona, a król stał z góry przy ogniu i patrzył zapłakanymi oczyma, bo wciąż ją kochał. A gdy już była przywiązana do słupa, a ogień lizał swym czerwonym jęzorem jej szaty, właśnie w tej chwili minęło siedem lat. W powietrzu dał słyszeć się trzepot, przybyło dwunastu kruków opadając w dół, a gdy dotknęli ziemi, zmienili się w dwunastu braci, których ona wybawiła. Roznieśli ogień, ugasili płomienie, uwolnili swą ukochaną siostrę, całowali ją i tulili.



A że mogła już otworzyć usta i wolno jej było mówić, opowiedziała królowi, dlaczego była niema i nigdy się nie śmiała. Król ucieszył się, gdy usłyszał, że jest niewinna, a kochali się wszyscy w jedności aż do śmierci. Złą macochę postawiono przed sądem, wsadzono ją do beczki z wrzącym olejem i jadowitymi żmijami, i umarła straszną śmiercią.





* * * KONIEC * * *

https://ridero.eu/pl/sys/#!/book/58b331048dff3c0700dd2316/publish/info Siepomaga.pl: wolontariat, pomoc dzieciom, potrzebującym, zwierzętom Pan Zielonka - sklep ekologiczny
Wszystkie prawa zastrzeżone.
Stronę wykonała doneta.pl
biuro podrozyStatystyki zbiorcze na stronę
rymkowo.pl